Adam Śmietański – historia zapomniana

Adam Śmietański i Stanisław Bober po lewej

Był jednym z najwybitniejszych powojennych fotografów Opola. Znany, wielokrotnie nagradzany i bardzo lubiany(…). W tym roku mija 20 lat od śmierci Adama Śmietańskiego.

Do Opola los przywiódł go w 1945 roku. Przyjechał z Brzeżan na dzisiejszej Ukrainie wraz z jednym z transportów polskich przesiedleńców. Nowe atelier, zakład na Wschodzie Śmietański musiał opuścić, otwiera jesienią w nieistniejącym już budynku na ulicy Krakowskiej 30a (dziś stoją tam społemowskie Delikatesy). „Wrzos” mimo istniejącej konkurencji innych zakładów, szybko zyskuje renomę, a do teraz w domach wielu opolan są jeszcze fotografie z charakterystycznymi faksymiliami „Foto-Wrzos”. Ale 26-letni Śmietański jest też reportażystą, znakomitym obserwatorem życia miasta i regionu.

Takim, który już od pierwszych dni pobytu w Opolu, utrwala na kliszach ślady zniszczeń wojennych, a potem także etapy odbudowy miasta. Przez lata fotografiami Śmietańskiego ilustrowano wiele czasopism, albumów i dziś dzieje się tak nadal, bo jego zdjęcia można zobaczyć np. w słynnym albumie „Opole, 150 lat fotografii”.
Śmietański jest w czołówce ówczesnych opolskich fotografików tuż obok taki nazwisk jak Leonard Olejnik, czy Stanisław Bober. W 1947 roku organizują wspólnie pierwszą, powojenną wystawę fotograficzną w Opolu. To na niej pokazane jest m.in. chyba najsłynniejsze zdjęcie Śmietańskiego na którym widać sznur wagonów kolejowych i polskich przesiedleńców jadących do Opola nawet na dachach, obłożonych tym, co udało im się zabrać ze Wschodu.

W kolejnych latach Śmietański wciąż fotografuje i bierze udział w wielu wystawach krajowych i zagranicznych, w tym również w krajach za „żelazną kurtyną”. Zdobywa liczne nagrody i tytuły w tym Artysty Międzynarodowej Federacji Fotografii Artystycznej. Jeden z niemieckich recenzentów czasopisma „Die Fotografie” określa go nawet mianem malarza światła i cienia. Jest znany i lubiany nie tylko w Opolu. Na kolejnej jego słynnej fotografii, widzimy go jak stoi przed swoim zakładem na Krakowskiej, jest wysoki, przystojny i uśmiechnięty.

Wielu pomyśli ten ma fantazję. I nie pomylą się, co potwierdza m.in. fakt, że jako jeden z pierwszych opolan używa prywatnego samochodu, czerwonego chevroleta cabrio. To nim wspólnie ze swoim owczarkiem alzackim Barim, leżącym zazwyczaj na tylnym siedzeniu, objeżdżał nie tylko Opolszczyznę.
Niestety na początku lat 70. – gdy Śmietański ma niewiele ponad 50 lat – zaczyna popadać w alkoholizm. Z wiekiem i kolejnymi latami choroba pogłębia się. Nie pomaga fakt, że w 1977 roku dochodzi do rozbiórki budynku, gdzie od 1945 roku mieścił się zakład fotografa.

Z chorobą zmaga się w samotności w swoim domu na ulicy Śląskiej, często za bezcen wyprzedaje swoje zbiory. Z czasem traci wzrok, nie może już żyć samodzielnie i trafia do specjalistycznego zakładu w Klisinie koło Głubczyc. I to ponoć wówczas sporą cześć jego zbiorów, ktoś barbarzyńsko pali w jego przydomowym ogrodzie.

Umiera 7 grudnia 1992 roku mając 73 lata. Na jego pogrzebie pojawia się dziewięć osób. Joachim Sosnowski – który w latach 90. tych pisał o Śmietańskim, szacuje że do dziś zachowało się zaledwie 10 procent jego fotografii w zbiorach Muzeum Śląska Opolskiego i Galerii Sztuki Współczesnej.

Strasznie mało jak na osobę, która przez kilkadziesiąt lat fotografowała opolan i Opole

(…) wielu informacji użyczył Joachim Sosnowski.

tekst: Artur Janowski/Opolandia

Reklamy